Karolina Wilczyńska - Zaplątana miłość (Laura Breszka)

Stacja Jagodno

Pani nam tutaj opowiada jakieś pierdoły o pomocy rodzinie, o wartościach i co tam jeszcze a sama pani o swoją rodzinę nie dba. Ja dobrze panią pamiętam, jak tu przyjeżdżała z matką. Wiadomo, jak dzieciaka na lato podrzucić to wtedy rodzina na wsi dobra, ale jak pomóc by trzeba to już się o starej zapomni. Teraz z miasta przyjechała, żeby swoje interesy tu robić, po pieniądze pewnie czuję a nie wiadomo czy Marciszowa opał na zimę ma za co kupić. Wstyd.

Słowa te padają z ust jednego z mieszkańców gminy Jagodno na zorganizowanym przez Tamarę spotkaniu przedwyborczym kandydata na wójta. Tamara jest specjalistką od PR-u i to właśnie jej szef agencji zlecił prace przy kampanii wyborczej a tu, od razu na początku taka wpadka. Gorzej, że kobieta nie ma pojęcia, kim jest owa Marciszowa, o którą rzekomo powinna zadbać.

Jednak kampania wyborcza to nie jedyne zmartwienie Tamary. Z mężem rozwiodła się już dawno temu, teraz samotnie wychowuje dorastającą córkę i nie bardzo ma czas by zająć się jedynaczką. Ta zaś także wpada w kłopoty. Nie bardzo może odnaleźć się w nowej szkole, pomiędzy dużo bogatszymi od siebie koleżankami. Sytuacja towarzyska zmienia się gdy zaczyna się spotykać z nowo poznanym, parę lat starszym chłopakiem. Zaczynają się wyjścia do dyskotek, do których wstęp mają tylko osoby pełnoletnie, nauka idzie w odstawkę. Szybko się jednak okazuje, że ukochany amanta z romansów przypomina jedynie z wyglądu.

„Zaplątana miłość” Karoliny Wilczyńskiej to opowieść z serii: masz problem, przenieś się na wieś. Najlepiej na tę, z której lata temu się wyprowadziłeś. Tam wsłuchasz się w głos natury, zaprzyjaźnisz z kimś z miejscowych i od razu (lub trochę później) zyskasz właściwą perspektywę. Niby jest miło, problemy nie rozwiązują się same, jednak rozmowa z pogodną, choć ubogą staruszką pozwala na wszystko spojrzeć z dystansem ale… ja po prostu nie lubię tego typu literatury. Próbowałam już z „Rozlewiskiem” Małgorzaty Kalicińskiej – i nic. Próbowałam z „Domem na wyrębach” Stefana Dardy i było trochę lepiej. Mimo iż akurat ta powieść to horror a nie obyczajówka, bardziej realistyczna mi się zdała od pierwszego tomu „Rozlewiska” i od pierwszego tomu „Stacji Jagodno”.

Wiarygodna, przynajmniej do pewnego momentu, wydawała mi się córka Tamary – Marysia. Co bynajmniej nie oznacza, że ją polubiłam. To takie typowe dziecko obecnych czasów: od matki oczekuje, że albo będzie bardzo dużo zarabiać albo że będzie na każde zawołanie córki, chociaż najlepiej by było, żeby łączyła obie te cechy. Skoro zaś matka nie zarabia tyle, co rodzice koleżanek z klasy i w dodatku, za te „marne grosze” siedzi jeszcze w pracy po godzinach i w weekendy to oznacza, że to właśnie ona ponosi winę za wszystkie nieszczęścia córki. Czyli to matkę należy ukarać. Wiem, że takie dzieci zawsze były, i teraz jest ich coraz więcej… i chyba właśnie dlatego nie lubię o tym czytać. Słuchać też nie.

„Zaplątana miłość” to pierwsza część cyklu Stacja Jagodno. Posiadaczką audiobooka stałam się w podobny sposób, w jaki stałam się posiadaczką jeszcze kilkunastu audiobooków Audioteki – mogłam je legalnie pobrać za kody umieszczane na wybranych syropach. Kolekcja Sequoia, owoc współpracy Audioteki z firmą farmaceutyczną już nie istnieje a gdyby nawet nadal istniała nie sądzę, żeby oferowała kolejne tomy jakiejkolwiek serii. Wiem jednak, że kolejnego tomu „Stacji Jagodno” nawet za darmo bym nie chciała wysłuchać. Interpretacja Laury Breszki była przyzwoita i choć nie zachwycała, to i przyczepić się nie ma do czego, jednak nawet w zachwycającej interpretacji nie byłabym chyba w stanie słuchać o kolejnych miłosnych perypetiach Tamary i Marysi.

Recenzja ukazała się wcześniej na blogu:
Zaplątana miłość (sarasticzyta.wordpress.com)

Słowa kluczowe: powieść, romans
Wydawca: Czwarta Strona
Autor recenzji:
Jukka Sarasti
sarasticzyta.wordpress.com
2017-09-28