Klasyka horroru z 1986 roku

Wczoraj poszedłem do kina na najnowszą wersję "It". Prawdę mówiąc nie znałem wcześniej tego klasyka. Teraz dopiero rozumiem, dlaczego niektórzy ludzie boją się klaunów (np. Columbus z filmu Zombiland). Oczywiście przed obejrzeniem filmu posłuchałem audiobooka. Niestety po polsku nie ma nagrania, więc zabrałem się za oryginał czyli audiobooka w interpretacji Stevena Webera. Czytał umiejętnie, dobrze oddając głosy różnych postaci, a szczególnie Pennywise'a.

Przed obejrzeniem filmu widziałem kilka trailerów. Myślałem, że to będzie błąd i zepsuje mi przyjemność z oglądania filmu. Tak się jednak nie stało, w kilku momentach wiedziałem jaka scena będzie za chwilę, ale mimo wszystko miałem gęsią skórkę. Film trzymał w napięciu i miał swój straszny klimat. Podobne wrażenia miałem po książce i filmie Miasteczko Salem (Salem's Lot). Tam też autor posłużył się historią, która nie była niczym nowym ani specjalnym, ale potrafił ją opowiedzieć w taki sposób, że włosy stawały dęba. Tutaj jest podobnie. Autor zabrał się za pomysł wielokrotnie przez innych wykorzystywany, że najgorszym wrogiem jest sam strach, a złe moce nie mogą nic zrobić tym, którzy się nie boją (taki wątek jest nawet w Lalce Prusa, w opowiadaniu chłopa, któremu przysłuchują się Wokulski i Łęcka. King potrafił jednak opowiedzieć to na nowo i to opowiedzieć tak, że napięcia nie brakowało.

Należy jednak pamiętać, że choć książka to literatura dla dorosłych to film jest horrorem dla młodzieży. Jest to straszniejsza wersja Goonies. Książka porusza trudniejsze tematy, np. molestowanie seksualne, które w filmie jest tylko zasugerowane.

Aktorzy byli naprawdę świetni. Nie mam im nic do zarzucenia. Jedyny zgrzyt to aktorka grająca Beverly. Nie chodzi wcale o to, że grała źle. Po prostu wydawała się zbyt dorosła i nie pasowała mi do grupy, ale z drugiej strony dziewczyny szybciej dojrzewają i może tak właśnie powinno być.

Teraz będzie SPOJLER, więc jeżeli ktoś nie oglądał, albo nie czytał niech przeskoczy do następnego akapitu. Walka drużyny z klaunem bardzo przypominała mi walkę młodych czarodziejów z boggartem. W Harrym Potterze i Więźniu Azkabanu profesor Lupin używał boggarta na lekcji. Zmieniał się on w najstraszniejszą rzecz osoby, która na niego patrzyła, ale że była tam cała grupa miał problem. Podobnie w tym filmie - Pennywise zmienia się w największy koszmar tego kto stoi przed nim, ale te osoby się ciągle zmieniają.

Zarówno film jak i książka przyniosły mi przemyślenia o nieaktualności rzeczy z lat osiemdziesiątych i wcześniejszych. Pamiętam jak jako dziecko czytałem "Wspomnienia niebieskiego mundurka", opowiadania o szkole sprzed ponad półtora wieku. Życie w tamtej szkole nie różniło się wiele od szkoły w moich czasach za PRLu. Jednak internet i smartfony zmieniły wszystko. Nie tylko szkoła, ale i praktycznie wszystko dzisiaj wygląda inaczej. Dlatego właśnie historie z lat 80 robią dziś taką karierę. Świat był wtedy prostszy.

Horrory oczywiście oceniam szczególnie po tym jak bardzo się bałem. Zarówno książka jak i film potrafiły wzbudzić mój niepokój, a nawet strach momentami. W tej historii każdy znajdzie coś, czego się boi. Dla jednych będzie to ciemna piwnica, dla innych choroba czy jakiś obraz. Jeżeli lubicie się bać to polecam: książkę dorosłym, film tym, którzy dalej mają duszę nastolatka.

Słowa kluczowe: horror, ekranizacja
Autor recenzji:
Konrad Murawski
2017-09-15