Lewicowa propaganda w Hollywood

Czy Hollywood promuje swoje lewicowe poglądy?

W tamtym roku zacząłem się interesować wyborami w USA. Usłyszałem wtedy pierwszy raz o lewicowej propagandzie w filmach Hollywood, serialach telewizyjnych itd. Początkowo stwierdziłem, że ci prawicowcy przesadzają. Zwróciło to jednak moją uwagę i zacząłem się przyglądać. I okazało się to prawdą.

Czasami niechęć do prawicy jest otwarta jak np. w kontynuacji serialu “Pełna chata” (Full House) pod tytułem “Fuller House” czyli po polsku chyba “Pełniejsza chata”. Już w pierwszym epizodzie użyto nazwiska “Trump” jako brzydkiego słowa. Czasami jest to bardziej ukryte. Np. serial Netlixa “Designated Survivor” pokazuje w lepszym świetle Demokratów niż Republikanów. Inny serial “Madam Secretary” nawiązuje do roli, którą miała Hillary Clinton - najpierw Sekretarz Stanu, a potem kandydat na prezydenta.

Będę tutaj stosował skrót myślowy i określał Demokratów jako lewicę. Nie jest to może do końca prawda, ale na pewno są lewicą w porównaniu do prawicowych Republikanów. Niemniej Demokraci propagują ideę rasizmu wobec czarnych w USA. Zacząłem oglądać ostatnio “24: Legacy”, czyli “24 godziny: Dziedzictwo” (moje tłumaczenie). W drugim odcinku główny bohater (czarny) mówi o możliwości aresztowania: “Jestem czarnuchem (...) nie będzie trudno”. Oczywiście przyjeżdżają biali policjanci, z których przynajmniej jeden jest otwarcie rasistowski. Podobna scena jest w filmie “Designated Survivor”, gdzie biali policjanci są wyraźnie uprzedzeni do człowieka ze śniadą skórą. Z kolei w trzecim odcinku “Riverdale” czarna piosenkarka tłumaczy białemu chłopakowi z jakimi trudnościami czarni się stykają na rynku muzycznym. Ten przyznaje jej rację. To mogła być prawda w czasach Raya Charlesa. Dziś czarni wykonawcy pop należą do najlepiej zarabiających. Podobnie jest zresztą z zespołem trzech dziewczyn z tego serialu (“Riverdale”). Są popularne, wszyscy ich słuchają, nie pada ani jedna rasistowska uwaga.

Inna narracja, którą propaguje lewica to feminizm i walka z wszelkimi przejawami męskości. W tym samym trzecim odcinku (Riverdale) dziewczyna umawia się z najprzystojniejszym graczem miejscowego zespołu i pozwala mu na pewną poufałość. Film nie wyjawia jak daleko się posunęli. Jednak potem ma pretensje do chłopaka, który chwali się tym podbojem. Nie chcę tutaj twierdzić, że zrobił dobrze, ale jak daleko odeszliśmy od czasów, kiedy nakręcono “Grease”. John Travolta śpiewając w dułecie z Olivią Newton John piosenkę “Summer Nights” przechwala się przed kolegami wyraźnie sugerując seks, do którego przecież nie doszło. W “Grease” uznano to za trochę śmieszne, ale typowe zachowanie młodych chłopaków, którzy często przechwalają się nieprawdziwymi podbojami. Ostatnia scena tego wątku w Riverdale to dziewczyny i chłopcy stojący po przeciwnych stronach barykady (feminizm kontra szowinizm). Czy jednak nie należałoby wziąć pewnej poprawki i przymknąć oko na głupie przechwałki nastolatków?

Ostatnio widać także nadreprezentację homoseksualizmu w filmach i książkach. Można to jednak chyba przypisać faktowi, że kiedyś nie było takich wątków, a więc teraz autorzy wpadli w drugą skrajność. Niemniej to także jest wątek propagandy lewicowej. Ktoś powie, że przesadzam. Ja też tak kiedyś myślałem. Ostatecznym dowodem są jednak spotkania aktorów z Hollywood podczas rozdania różnych nagród, gdzie praktycznie każdy wypowiada się przeciwko obecnemu prezydentowi. W Hollywood chyba tylko Clint Eastwood, Mel Gibson i Arnold Schwarzenegger to republikanie. Podobnie jest w świecie muzyki pop - praktycznie cały jest opanowany przez zwolenników demokratów. W świecie rozrywki lewica ma większość.

Ale czy ich przekaz jest propagandą? Nie wiem. Na pewno gdy artysta tworzy jakieś dzieło to przekazuje swoje myśli. Niektórzy naprawdę wierzą, że wszyscy amerykańscy policjanci to biali rasiści, albo, że każdy biały chłopak to szowinista i potencjalnych gwałciciel.

Trochę nawet teraz żałuję, że zauważam tą propagandę. Nawet w moim ulubionym serialu The Simpsons Republikanie są często wyśmiewani. Zacząłem oglądać “24: Legacy” i naprawdę wciągneła mnie fabuła. Potem jednak była ta scena z rasistowskimi białymi policjantami i jakoś tak straciłem zapał do serialu. Podobnie z Riverdale - fajny serial o nastolatkach. Jeszcze wybaczyłbym tą krytykę przechwalających się chłopaków, bo naprawdę źle zrobili. Jednak to udawanie, że czarnym jest trudno w dzisiejszych czasach wejść na szczyt w dziedzinie muzyki to już jawne przekłamanie rzeczywistości. Z kolei “Fuller House” zacząłem oglądać z sentymentu (bo lubiłem “Full House”) i przy okazji po hiszpańsku (można włączyć w Netflixsie). Niestety tak jawna i płytka krytyka nielubianych polityków odrzuca mnie.

Nie chcę powiedzieć, że nie można krytykować Republikanów w filmach, serialach czy książkach. Jeżeli jednak krytykować to faktyczne wady czy posunięcia. Jeżeli krytyka partii republikańskiej nie uderza we mnie bezpośrednio, to już krytyka białych mężczyzna tak. Najbardziej boli mnie przedstawianie rasizmu białych jako największego problemu świata, a białych mężczyzn w szczególności. Nie chcę tutaj powiedzieć, że wśród białych nie zdarzają się rasiści. Ale rasistów mamy także w innych grupach, narodach i rasach, czemu wszyscy koncentrują się na wadach białych? Pamiętajmy też, że charakteryzowanie całej społeczności czy rasy na podstawie kilku gorszych jej przedstawicieli jest uprzedzeniem, a często także rasizmem. Tak więc twierdzenie, że wszyscy biali to rasiści jest w swojej wymowie rasistowskie.

W powyższych wywodach używam skrótów myślowych, więc proszę się za bardzo nie czepiać ścisłości słów. Nie omówiłem też tak jawnej komunistycznej propagandy jak np. “Dzienniki motocyklowe” Che Guevary, ale to może przy innej okazji.

Jeżeli drogi czytelniku nie zauważasz tej propagandy to jesteś szczęśliwy. Możesz oglądać filmy czy seriale nie psując sobie humoru. Zazdroszczę ci tego.

Słowa kluczowe: ekranizacja, felieton, polityka
Autor artykułu:
Konrad Murawski
2017-02-24