Godless - sezon 1

Recenzja serialu od Netflixa

Stacja Netflix wypuściła siedmioodcinkowy western. Jest to historia miasta, w którym zostały praktycznie same kobiety. Ich mężowie zginęli w wypadku w kopalni. Do miasta przybywa były członek bandy, którego ściga były szef. W zasadzie od samego początku wiadomo jak się ten film skończy. Do miasta przybędzie banda, a kobiety będą bronić swoich domów.

Serial przypomina trochę "Grę o tron". Wiele postaci, z które polubiłem zginęło. Dziki zachód przedstawiony w tym serialu to miejsce naprawdę groźne, a Frank Griffin jest chodzącą śmiercią, która może unicestwić całe miasta. Główny wątek to historia Roya Goode'y, który postanawia odłączyć się od bandy Griffina. Ten ogłasza więc, że każdy kto by ukrywał Roya Goode zostanie zabity. Tak więc gdy Goode przybywa do miasta La Belle - miasta, zamieszkałego praktycznie przez same kobiety wiadomo, że tutaj dojdzie do ostatecznej potyczki.

Film jest zrobiony zgodnie z trendami feministycznymi oraz w dobrym świetle przedstawia czarnych. Pisałem o tym w artykule: Lewicowa propaganda w Hollywood. Co jednak ciekawe wcale mi nie przeszkadzał feminizm w Godless. Wprawdzie okrutni są tylko biali religijni mężczyźni, a Murzyni, Indianie i kobiety to ci dobrzy, krzywdzeni przez tych pierwszych, ale nie jest to jakoś specjalnie uwypuklane. Historia miasta bez mężczyzn oraz bandy terroryzującej okolicę jest dość prawdopodobna.

Problem, który miałem z tym serialem to jego krótkość. Te siedem odcinków to zbyt mało aby rozbudować wiele postaci, które pojawiają się w serialu. Ostatni odcinek przyszedł trochę zbyt szybko i np. postać Niemki i agenta Pinkertona były mi praktycznie nieznane. Wyglądało to trochę tak, jakby ktoś budował film i nagle sobie przypomniał, że trzeba go zakończyć. Koniec jest nagły, wiele ciekawych wątków nierozwiązanych. Niektóre wątki miłosne porzucone, inne pojawiają się znikąd. Poniżej napiszę trochę więcej, ale będą też spojlery.

SPOJLERY
Bardzo ciekawy był wątek młodego zastępcy szeryfa oraz Murzynki. Niestety w ostatnim odcinku chłopak zamiast być przy ukochanej ginie bez sensu. Ona z kolei wcale nie rozpacza. Po co było tracić tyle czasu na rozwój tej historii, gdy kończy się ona tak nagle. Rozumiem, że scenarzyści chcieli walki kobiet z bandytami, więc poniekąd musieli zabić chłopaka, ale można to było zrobić tak aby jego ukochana widziała to i pokazać jakieś uczucia. Z drugiej strony romans Niemki i agenta Pinkertona pojawia się znikąd, a scenarzyści z jakiegoś powodu postanowili, że uwypuklą tę historie na koniec. Tak więc widzimy Niemkę, która okazuje się świetnym rewolwerowcem oraz agenta, który z wielkiej miłości biegnie do niej narażając życie. Ja bym zrobił odwrotnie, pozwoliłbym zabić agenta, a oszczędził chłopaka.
Miałem też problem z ślepnącym szeryfem, który nie widzi kluczy na stole, potyka się o kamień, a w końcowej scenie bez problemów zabija bandytów.

Mimo wszystkich błędów był to chyba najlepszy serial, który oglądałem ostatnimi czasy. Świetne scenerie, bohaterowie, a także zwierzęta - szczególnie konie. Warto zobaczyć ten serial. Być może Netflix nakręci kolejny sezon.

Słowa kluczowe: ekranizacja, western, serial
Autor recenzji:
Konrad Murawski
2017-12-07